czyli jak wydać książkę
Blog > Komentarze do wpisu

Napisałeś książkę? I co dalej?

Pierwsze, co robi początkujący autor, to szuka wydawcy (moim zdaniem to błąd, ale o tym innym razem). Jeśli ktoś chce wysłać swoją książkę wydawnictwu (lub wydawnictwom), powinien pamiętać o kilku zasadach.

Poszukujemy wraz z moim wspólnikiem projektu gotowej książki dla dzieci, więc ostatnio zamieściłem w kilku miejscach ogłoszenie. Przyszło do mnie kilkanaście propozycji, jednak większość z nich raczej mnie zniechęciła niż zachęciła. Na ich podstawie postanowiłem stworzyć listę rzeczy, których nie należy robić wysyłając propozycję wydawniczą.

1. Nie należy pisać długich listów.

Jeśli ktoś (jak ja) dostaje kilkadziesiąt e-maili dziennie w różnych sprawach, przeważnie od kontrahentów, to nie będzie miał czasu czytać obszernego maila, w którym ktoś w zdaniach wielokrotnie złożonych chwali się jak doświadczonym jest redaktorem, ilustratorem, wymienia 15 książek, które już wydał i wszystkie zdobyte nagrody. Odbiorca takiej wiadomości przebiegnie tylko wzrokiem przez tekst i pomyśli – tym zajmę się później (co może w natłoku kolejnych maili nigdy nie nastąpić).

2. Nie należy pisać zbyt krótkich listów.

Załączam bajkę. Proszę o odpowiedź, tak lub nie interesuje nas to – być może jestem trochę skrzywiony, ale taki mail wydaje mi się niekulturalny. Jego autor z pewnością jest kulturalną osobą, więc nie dostrzegam w tym braku szacunku, ale widzę błąd komunikacyjny – zupełnie jakby napisał: Masz, bierzesz czy nie?

3. Podaj dane kontaktowe.

Dostałem propozycję od dobrego ilustratora. Mam do niego szybkie pytanie i nie chce mi się czekać nie wiadomo ile, aż odpowie na mojego maila, więc myślę – zadzwonię. Szybciej jest coś powiedzieć, niż napisać. Szukam numeru telefonu, a w mailu – tylko nazwisko. Nie zadzwoniłem. Wolałem zerknąć na inną ofertę.

4. Nie wysyłaj tylko fragmentu swojej książki.

Jeśli ktoś kupuje auto, to czy zdecyduje się na zakup, jeśli zobaczy tylko zdjęcie wnętrza, a nie karoserii i ogólnego wyglądu? Przeważnie nie chce mi się odpisywać, żeby prosić autorów o całość książki lub załączenie ilustracji do tekstu. Jeśli już dostaję ofertę, to chcę ją mieć całą w jednym mailu, a nie w ratach, żeby potem szukać w swojej skrzynce dalszego ciągu. Nie ma sensu też pisać maili w stylu: mam książkę, jeśli chcecie, to wyślę. Nikt na taki mail nie odpowie. Ja odpowiadałem, ponieważ propozycji było tylko kilkanaście, a nie kilkaset, ale pewnie przy większych ilościach by mi się znudziło.

Uwaga! – niektóre wydawnictwa życzą sobie, żeby wysyłać do nich tylko fragment. Warto najpierw sprawdzić, czego oczekują konkretni wydawcy.

5. Nie wysyłaj propozycji, której wydawnictwo nie chce dostać.

Jeśli na przykład wydawnictwo pisze, że nie wydaje poezji, to jej nie wysyłaj, jeśli pisze, że potrzebuje projekt książki, której bohaterem jest dziecko, to nie wysyłaj bajki o krasnoludkach. To naprawdę często się zdarza. Zupełnie jakby autorzy nie potrafili czytać (co trochę ich dyskredytuje jako autorów książek do czytania) albo jakby wysyłali, co mają, każdemu wydawcy pod słońcem.

6. Propozycję trzeba wysłać w działającym pliku.

Dostałem kilka propozycji, które nie chciały mi się otworzyć. Raczej nie mam czasu prosić autorów o wysłanie innego pliku, więc po prostu nie zapoznałem się z ich pomysłami. A szkoda. Z lenistwa być może pominąłem drugą J. K. Rowling, ale tak to działa. Jeśli chcesz komuś coś sprzedać, postaraj się, żeby zobaczył, co kupuje. Inaczej szkoda Twojego czasu na wysyłanie maili i czasu wydawcy na ich czytanie. Najlepiej wysyłać PDF, choć ja osobiście wolę JPG lub DOC – szybciej się otwierają i widać je już w aplikacji pocztowej bez otwierania. Nie polecam wysyłać zipów, ripów, ponieważ są kłopotliwe, chyba że projekt dużo waży, ale wtedy lepiej po prostu zapisać go w PDF lub JPG z dużą kompresją danych. Wiem, że autorowi łatwiej wysłać zip niż załączać osobno każde zdjęcie do maila, zwłaszcza jeśli jest ich kilkanaście, ale odbiorcy łatwiej zobaczyć projekt już w poczcie niż ściągać na dysk, otwierać, a potem jeszcze usuwać.

7. Nie pisz: jestem zainteresowany, proszę o więcej szczegółów.

I zaczyna się tyrada: poproszę o informacje, ile egzemplarzy chcecie wydać, ile na tym zarobię, jaki format preferujecie, ile stron ma mieć książka, o czym ma opowiadać – gdybym wiedział, o czym ma opowiadać, to sam bym napisał. Jak zwykle nie chce mi się spędzić 15 minut na wyjaśnianie, czego chcę i zapominam o takim mailu.

 

A oto trzy dodatkowe zasady, które podpowiadają, co jest mile widziane, choć nieobowiązkowe:

1. Nic tak nie cieszy redaktorów i wydawców, jak zapewnienie autora, że jego utwór w razie potrzeby można przeredagować.

Takie zapewnienie to sygnał, że z tym człowiekiem praca będzie się dobrze układać. Żaden wydawca nie ma ochoty walczyć z autorem w procesie redakcyjnym o każdy przecinek, synonim, szyk zdania czy nawet rozdział. Heinrich Heine powiedział, że dla wydawców, żaden autor nie jest geniuszem. Ja akurat jestem innym wydawcą, ponieważ moje wydawnictwo Narbook jest dość nietypowe. My nie szukamy geniuszy, tylko ludzi z marzeniami. Jednak w 99% przypadków innych wydawców Heine miał rację. Rzecz w tym, że 99% autorów jest przekonana, że jest tym 1% nieomylnych geniuszy. Dlatego jeśli autor nie traktuje siebie jak geniusza i na wstępie zaznacza, że wszelkie zmiany są do zaakceptowania, to intuicja wydawcy mówi mu, że być może właśnie na geniusza trafił.

2. Warto wspomnieć o zdobytych nagrodach.

Mi osobiście literackie nagrody w ogóle nie imponują, ponieważ w ubiegłym roku badałem okładki książek i na 67 książkach znalazłem odwołania do 88 różnych, niepowtarzających się nagród. To oznacza, że na świecie istnieje tak wiele rozmaitych nagród, że nie trzeba być wybrańcem, żeby je zdobyć (gdyby ktoś chciał więcej dowiedzieć się o technikach perswazji, jakie wydawcy stosują na okładkach książek odsyłam do publikacji „Sprzedać książkę po okładce” Biblioteki Analiz). W takim natłoku nagród prestiż jakiegokolwiek wyróżnienia wydaje mi się nikły, ale wiem, że inni wydawcy przychylnym okiem patrzą na nagrody. Nie dlatego, że im imponują, ale dlatego, że widzą w nich chwyt marketingowy – jeśli napiszemy na okładce, że facet dostał nagrodę Paris 2010, to pewnie zaimponuje odbiorcom i chętniej kupią książkę. Nie jest wtedy ważne, czy ktokolwiek wie, czym jest nagroda Paris. Nie jest także ważne, czy to nagroda literacka. Niemniej jednak propozycja wydawnicza osoby, która ma jakąkolwiek nagrodę na koncie, ma większe szanse powodzenia. Nie należy natomiast wyliczać wszystkich możliwych nagród, jakie się w życiu zdobyło (patrz punkt 1.)

3. Maile mogą zniknąć w tłumie, listy nie.

Ponownie nie jest to rada dla ludzi składających ofertę mojemu wydawnictwu, ponieważ ja czytam wszystkie maile, nawet jeśli dostaję ich 200 dziennie, ale w innych wydawnictwach kolejny z setki maili może zaginąć w tłumie, a już na pewno nie zdobędzie takiej uwagi odbiorcy jak przesyłka. List działa na więcej zmysłów. Na maila się tylko patrzy, a list trzeba wziąć do ręki (dotyk), czasami czuć zapach papieru (węch), a więc jest większe prawdopodobieństwo, że list zapadnie w pamięci adresata. Warto taki list ładnie wydrukować, aby jeszcze bardziej zwrócić na siebie uwagę. To oczywiście nie gwarantuje, że propozycja zostanie zaakceptowana, ale daje ogromne szanse, że zostanie dokładnie przejrzana. Większą uwagę zwracam także na oferty, które są wsparte rozmową telefoniczną. Jeśli widzę maila od osoby, która zdobyła kilka minut mojej uwagi za pomocą mojego telefonu, to również prędzej ją zapamiętam. Niektórzy autorzy boją się, że dzwoniąc będą zawracać głowę i zniechęcą wydawnictwo w ten sposób do siebie. Nic bardziej mylnego – wydawcy są po to, aby wydawać, więc porozmawiać porozmawiają i choć sam telefon nie wystarczy, to jest dobrym wsparciem dla nadesłanej oferty.

W ramach post scriptum polecę książkę "Wywiady Bez Kitu" wydaną przez moje wydawnictwo.

 

wywiady bez kitu

piątek, 12 listopada 2010, narbutowicz

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Andrzej Zimowski, *.lodz.mm.pl
2011/02/25 15:37:57
Bardzo dziękuję za ten przewodnik po prawidłowym formułowaniu propozycji autorskich. Mimo, że mam już sporo ppzycji wydanych, to jednak z niego chętnie skorzystam, wysyłając do Wydawnictwa Narbook swoją ofertę. Z szacunkiem, Andrzej Zimowski, Łódź, tel.kom. 691 864 092
-
traduzione
2011/03/26 20:18:17
literackie nagrody...
Czepiam się, ale ten zwrot tak bardzo mnie irytuje.
Domyślam się, że nieosobiście literackie nagrody
również Panu też nie imponują.
By the way, ciekawe miejsce
Pan tu wyhodował.
Pozdrawiam,
Grace
-
Gość: Forestosify, *.internetia.net.pl
2011/11/17 13:56:19
Na wstępie również chciałem podziękować za kilka cennych rad, nie mniej czytając Pana artykuł mam kilka wątpliwości...

Czy Wydawcy też nie powinno zależeć na znalezieniu dobrego Autora? Historie, że znalazł Pan coś ciekawego, ale nie chciało się Panu odpisywac Autorowi w mailu jest dla mnie nieco szokujące. I co więcej, Pan doskonale zdaje sobie z tego sprawę, że ingorując niektóre prace mógł Pan pozbyć się wartościowej powieści, która mogła przynieść niebagatelne zyski. Chyba nie tędy droga, bo moim zdaniem Autorzy i Wydawcy mimo wszystko stoją po jednej stronie barykady...

Odnoszę swą wątpliwość jeszcze do kwestii wysyłania całości swej powieści - Panu nie chciałoby się odpisać do mnie, żebym przesłał całość książki, bo Pana zainteresowała. Po pierwsze taki odzew zapewne uskrzydliłby każdego autora (ale na tym akurat wydawcom najmniej pewnie zależy), po drugie jeśli większość wydawnictw tak działa to jestem naprawdę zawiedziony. To tak jakbym oglądał film, który mnie wciągnął, ale kończę go w połowie, mimo że znając jego zakończenie mógłbym na nim nawet kiedyś zarobić. Po trzecie w końcu, osobiście nieco obawiam się wysyłać tekst w całości, bo może go ktoś wykorzystać bez mojej zgody. Nie jest tak?

pozdrawiam
-
2011/11/17 21:13:09
Jakkolwiek by to było bezsensowne i nikczemne - niestety tak własnie jest.

Wydawnictwo, które dostaje setki e-maili od debiutantów, nawet gdyby chciało, to nie ma możliwości odpowiadać na wszystkie propozycje wydawnicze i prosić o całość utworu.

Dziękuję za ten komentarz, ponieważ zainspirował mnie do napisania tego tekstu:
mojbook.blox.pl/2011/11/8222Obawiam-sie-wysylac-tekst-w-calosci-bo-moze.html
-
Gość: Forestosify, *.internetia.net.pl
2011/11/18 16:05:14
A czy znane są Panu praktyki Wydawnictw za granicą? Może polskim autorom bardziej będzie się opłacać inwestować w tłumaczenia swoich propozycji i rozsyłania do Niemiec/Wielkiej Brytanii? Tylko jak znaleźć dobrego tłumacza, który lekkim piórem nam w tym pomoże...?

p.s: dziękuję za "Wywiady bez kitu"; mam nadzieję, że pozycja trafi mimo wszystko do Empiku, żeby jeszcze szersza rzesza czytelników mogła do niej dotrzeć...
-
Gość: kinga_narbutowicz, *.tvk3.pl
2011/12/26 19:42:52
narbutowicz: "Jakkolwiek by to było bezsensowne i nikczemne - niestety tak własnie jest."
Oczywiście. Że tak jest. W tym kontekście, rzecz jasna. Ale można na sprawę spojrzeć inaczej. Na przykład w ten sposób: Tak jest, to niech sobie będzie, ale nie u mnie. Bo skoro szukam, pracuję, chcę znaleźć, wydać, z a r o b i ć - to nie omijam. Jak zaczynam omijać, mówić "nie chce mi się czytać/pisać maila", "ojej nie ma numeru", "ach jest tylko fragment", "och, tyle maili przychodzi" - to oznacza, że - przepraszam panie wydawco - olewam?, zarobiłem dość i się tylko bawię?, mam focha, bo autor źle się komunikuje? To chcę wydawać (zarabiać), czy nie chcę? To chcę coś dobrego znaleźć, czy nie chcę? Oczywiście pięknie byłoby dostać książkę znakomitą, świetnie zredagowaną, a autor niech będzie otwarty na sugestie wydawcy, dostępny, elokwentny i jaki tam jeszcze! - ale jakoś nie wydaje mi się, żeby to było normą. Więc nie róbmy dekalogu dla autora, spuśćmy trochę z tonu i zacznijmy pracować :-) czytać, przeglądać, a jesli trzeba to dokopywac się, szukać, szperać, dłubać i odkrywać. Żeby znaleźć. Żeby wydać. Żeby zarobić. Prosto.
Jeśli to wydawnictwo ma być inne (w domyśle lepsze?, tak mniemam), to może nie opierać się na tym, co JEST, i że tak JEST, tylko tworzyć nową, własną, inną jakość? Po kiego powielać tendencje istniejących już wydawnictw? Niech robią, co chcą i jak chcą. Nie muszą być wzorem. I nawet lepiej, żeby nie były.
Bo jak Pan był łaskaw pięknie napisać - sztukę robi się dla sztuki. Ale wydaje się ją już - myślę - po połowie - 50% dla Sztuki, a 50% dla pieniędzy :-) a na pieniądze, to trzeba harować...


Pozdrawiam przy okazji Szanowną Mamę Pana - z dobrymi życzeniami noworocznymi - KN
-
2011/12/27 20:01:34
Wszystko świetnie wygląda w teorii, niestety doba ma tylko 24 godziny.
-
Gość: kinga_narbutowicz, *.tvk3.pl
2011/12/30 15:09:29
Moja doba jest chyba znacznie dłuższa, odkąd sie starzeję. Chętnie pomogę czytać przesyłane przez autorów rzeczy. Jestem dość sprawna literacko. Zrobię to ZA DARMO. Dla przyjemności uczestniczenia w tworzeniu czegoś fajnego. Bo Panu się chce chcieć (ja tak za Wyspiańskim), Panie Narbutowicz i to dla mnie droższe pieniędzy. Tylko Pan jest już wytwór XXI wieku i to krzywi Pana idealizm (taki dziecięcy), a na to nie warto sobie pozwalać. Bo bez niego wszystko jest brzydkie. A z nim - wszystko ładne. Estetyka rzeczywistości też jest pewną wartością.
Pozdrawiam :-)
-
2014/08/12 17:54:17
Jeśli ktoś szuka wydawnictwa do wydania debiutanckiej książki to chyba najlepiej wypada tutaj Poligraf, polecam sprawdzić ich ofertę.
-
2015/10/13 01:29:29
Witam! Wiele cennych wskazówek wyczytałam na Pana blogu jednakże wciąż nie znalazłam żadnych informacji na temat wydawania książek kucharskich. Chciałabym spróbować swoich sił i wysłać zapytanie do wydawnictwa jednak nie wiem w jakiej formie miałabym wysłać swoją 'książkę'. W przypadku np powieści wiadomym jest, że sprawa jest jasna, bo wysyła się tekst. Ja jestem w posiadaniu tylko swoich przepisów, czy zatem powinnam przesłać na początek tylko je i spytać czy dane wydawnictwo w ogóle byłoby zainteresowane wydaniem takiej książki?Oczywiście opowiedziałabym również o wizji książki, co odróżniałoby ja od innych książek w tej tematyce itd czy może powinnam już mieć właściwie gotowa książkę i pytać tylko o chęć wydanie tejże. Proszę o odpowiedź. Pozdrawiam :)